30 lipca 2016

Piękna kraina


Kiedyś bardzo lubiłam podróżować. Potem była przeprowadzka i zaczęłam wieść bardziej osiadły tryb życia (z dużym naciskiem na słowo ''bardziej''). Prowadzenie bloga przyczyniło się do poznania Wioli 
Zaprzyjaźniłyśmy się. Szkoda, że nikt nie płaci za "wiszenie" na telefonie :) Wiola kilkakrotnie zaprosiła mnie do siebie, ale jak już człowiek usiądzie w jednym miejscu, to zawsze znajdzie się powód, aby ten stan się nie zmienił. A to chomik grasujący w ogórkach, a to susza, a to szpaki atakujące czereśnie :) Za którymś razem zdałam sobie sprawę z mojego "zasiedzenia", spakowałam się i pojechałam. Podróż trwała około 8,5 godziny. Uprzyjemniała ją robótka na kolanach i liczne esemesy w stylu "Jak zaczną się szałasy to będziesz już blisko", "Szałasy i niedźwiedzie nie robią na mnie wrażenia, ale mamuty już tak", "No to masz szczęście bo w ogrodzie u sąsiada pasie się jeden".
BYŁO  CUDOWNIE. Wiola i jej rodzina już na zawsze zamieszkali w moim sercu.
Zwiedziłam cudowną krainę, a oprócz Wioli poznałam wiele bratnich dusz. Klikamy tutaj .
Dobrze jest się tak spotkać i wspólnie ładować baterie.
Gdzież to ona mnie nie zabrała?!

Zaczęło się od  Stańczyków . Polecam wszystkim, którzy chcą zawalczyć z swoim lękiem wysokości, ale i nie tylko.



Zamyślona Oleńka.


Następnie zaliczyłyśmy Trójstyk granic w Bolcicach -  polski biegun zimna.



Wspinałyśmy się też na Górę Cisową. 
Wichry i huragany targały naszymi włosami :)



Moja imienniczka Ania, mały wulkan energii. To tylko tak wygląda, jakbyśmy ją torturowały :)  Ania jest bardzo ruchliwym dzieckiem szczęścia.

Hańcza - jezioro, którego okolice przypominają mi moje rodzinne strony.. Ach, mieć kopułowy dom nad jego brzegiem... rozmarzyłam się :)



 Suwałki. Najczęściej tam objadałyśmy się lodami :)


Zwiedziłyśmy też Klasztor Kamedułów w Wigrach.



I selfie w klasztorze :)

Nad jeziorem Wigry. 



 Podrutowałyśmy w tężniach w Gołdapi


Odbyła się tam też sesja mojego nowego sweterka.


Koleją krzesełkową wjechałyśmy na Piękną Górę.


Wieża ciśnień w Gołdapi  
Niektórzy przełamywali tu swoje lęki, innych chciał porwać wiatr :) 



 

I na koniec Wiola zabrała nas na przechadzkę po malowniczym Wigierskim Parku Narodowym.


Zakończenie trasy przypieczętowałyśmy pysznym ciastem :)


Atrakcji Wiola zafundowała mi co nie miara. Zostałam ugoszczona jak indyjska księżniczka :) Wcinałam pyszne potrawy i poznałam mnóstwo ciepłych, pięknych ludzi.
Czy wspominałam już, iż te piękne zdjęcia są autorstwa Wioli? 
Buziaki dla Oli i Ani, oraz uściski dla cierpliwego męża :)

27 lipca 2016

Post zapowiadający :)


Z wizytą u cudownej Wioli i jej rodzinki. Proszę czekać grzecznie na fotorelację z niecodziennego wydarzenia, a na razie mała zapowiedź atrakcji jakie zgotowała mi ta piękna dusza :)
Autorką zdjęć oczywiście jest  Wiola:)






Miejsce atrakcji to wieża ciśnień w Gołdapi. Kto pragnie nabrać wiatru w skrzydła już wie gdzie się udać.










12 lipca 2016

Sutasz- czarny wisior

Dawno, dawno temu, za siedmioma lasami, dwoma wąwozami i stadem chomików grasujących w mych ogórkach.... a w dużym skrócie to, robiłam porządki w koralikach, oglądałam biżuteryjne blogi i zrobiło mi się tęskno.
Z tęsknoty tej powstał czarny wisior. Lewa strona niczym nie podklejona. Wykończona sutaszem i koralikami.








Sutasz, kwarc mleczny, hematyty, kryształ górski, koraliki toho. 



1 lipca 2016

Sweterek z niezwykłym ażurem


Choć coraz częściej skłaniam się do włóczek z dużą domieszką wełny, to w moich szufladach istnieją również pokłady niezbyt szlachetnie urodzonych moteczków. Diva przypomina bawełnę merceryzowaną z połyskiem jedwabiu, a  nawet jest od niej milsza. O wiele dłużej od bawełny utrzymuje ładny wygląd (przynajmniej od tych moteczków z którymi ja miałam styczność). Potrzeba naprawdę dużej ilości prań, aby ją "zajechać". Niestety włóczka ta lubi się rozciągać. Mój poprzedni z niej sweterek był rozpinany i nawet mi to nie przeszkadzało. Ten zrobiłam z zmniejszoną ilością oczek w obwodzie. Liczę na to, że w moim sposobie przerabiania nic się nie zmieniło i ten sweterek też się lekko rozejdzie. Inaczej będę musiała delikatnie potraktować go parą z żelazka (kiedyś mi to pomogło). Po pierwszym praniu jednak ani drgnął. Dam mu jeszcze szansę tak do pięciu prań. Poprzedni mniej więcej tyle czasu potrzebował na ustabilizowanie się. Na ogół radzę sobie z wzorami z gazet. Było tak i teraz, choć musiałam być bardziej uważna niż zazwyczaj. Gdyby ktoś posiadał ową gazetę i zabierał się za ten model to informuję, iż w rzędzie 7, 15, 29, 59 i 65 występują błędy. Mimo wszystko wyszedł mi całkiem fajny ażur. Do szczęścia brakuje mi tylko tego, aby diva swoim starym zwyczajem lekko się poluzowała.







Wzór z gazety Sandra. Numer 6/2015. Model 3. 
Włóczka to Diva z Alize. 
Ilość to niecałe 3 motki. 
Cena za motek to około 9 zł.
Kolor fioletowy. 
Druty 3,0. 

W miedzy czasie zrobiłam próbkę mającą na celu ustalić czy fiolet nie będzie farbował mi turkusu.
Z turkusu już coś wydziergałam. Pochowam nitki i niedługo zaprezentuję, a teraz kombinuję jak wyrobić resztki. Stąd to połączenie z fioletem.


A to okropieństwo poniżej to naleśnik z mąki jaglanej, kukurydzianej z dodatkiem spiruliny i kakao. Stąd taki wynalazek? A no stąd, że kupiłam spirulinę w proszku. Okropnie cuchnie i klei się do podniebienia. Kombinuję jak by ją tu zjeść bez odruchów wymiotnych i ten sposób jest jak na razie najlepszy. Z miodem nawet mniamuśny :)




Pozdrawiam, ściskam wełniaście, i do następnego spotkania :)